Chemioterapia BEP – starcie drugie

Zaczynamy drugi cykl – nie chcę, ale chcę!

Nadszedł ten dzień, w którym znów trzeba jechać do szpitala.

Czuję takie wewnętrzne rozdarcie.

Z jednej strony wzbraniasz się, żeby nie jechać i nie przeżywać tego znowu: wstręt do jedzenia, wszechobecna chęć rzygania oraz uczucie które trudno opisać… najdosadniej określić to można jako uczucie bycia gównem.

Z drugiej strony wiesz, że to nieuniknione i masz nadzieję, że każda kropla która wpływa do żyły jest gwoździem do trumny skorupiaka.

No nic, chce się żyć, trzeba jechać…

Teraz już wiem mniej więcej co mnie czeka, więc już jest inaczej. Nie czuję się już jak prawiczek na oddziale. Ma to swoje plusy i minusy.

Nie ma obaw przed niewiadomą, są obawy jak to zniosę tym razem.

Wszystko staje się takie rutynowe. Znów kolejka na izbie przyjęć, opaska na rękę, szatnia, kolejka do badania krwi i EKG, wkłucie, wywiad pielęgniarski, wizyta u lekarki i wyniki.

Dziś kolejny „między-wyrok”

Tym razem stres jest tym większy, bo przed drugim cyklem BEP dostanę wynik markerów nowotworowych. To będzie informacja kluczowa czy leczenie odpowiednio działa, a dziad odpowiednio szybko zdycha. A to przekłada się na moje szanse.

Dla przypomnienia najbardziej niepokojąco zachowywał się do tej pory marker beta-HCG:

30 marca: 21,25 mIU/ml (przy normie do 2)
11 kwietnia: 58,73 mIU/ml
6 maja: 110,3 mIU/ml

Pozostałe markery (AFP i LDH) trzymały się od początku w granicach normy.

Czekanie we wszystkich kolejkach ma się nijak do uczucia, kiedy się czeka na ten cholerny wynik, od którego tak wiele zależy.

Na wizycie kwalifikującej do podania chemii wyniku niestety jeszcze nie było. Były za to ogólne wyniki krwi. Morfologia wyszła w miarę ok, inne badania też i znów słyszysz: „można podać chemię”.

Dostałem swoje łóżeczko i cały czas czekałem na wynik markerów.

Poprosiłem pielęgniarki, żeby mi spisały wynik z systemu jak tylko będzie.

W tym miejscu chciałbym wszystkim pielęgniarkom z Oddziału Onkologii Klinicznej 4 Wojskowego Szpitala Klinicznego we Wrocławiu bardzo podziękować! Jesteście wspaniałe, najlepsze!!! 🙂

W końcu przyszła pielęgniarka z małą białą karteczką z wynikami markerów.

Ręce drżą, zimne poty. No nic, to nie pierwszy raz taki stres. Głęboki oddech i czytamy.

beta-HCG: 0,14 mIU/ml

Ulga na maksa. Z ponad 110 przed pierwszą chemią spadł prawie do zera!!!

Wynik AFP jak zwykle w normie.

Ale nie może być przecież tak dobrze…

Znów czekało mnie zaskoczenie.

Po raz pierwszy od diagnozy wynik LDH został przekroczony i to wcale niemało.

Wynik 823 IU/l przy normie do 456 IU/l!!! Załamka…

Lekarka jednak szybko mnie uspokoiła, że nie mam się tym przejmować. Zdarza się to podczas chemii i wynik prawdopodobnie jest przekroczony jako skutek uboczny leków na neutropenię. Powinien się wkrótce unormować.

Ważne, że beta-HCG spadło, a to oznacza, że to dziadostwo zareagowało na leczenie.

Świadomość skuteczności leczenia bardzo pomaga w patrzeniu na wpływającą chemię w żyłę – zmienia się podejście. Nie postrzegasz tego jako truciznę, która truje całe twoje ciało. To jest LEK, który ma na celu uratować ci tyłek!

Dziś dopiero pierwszy dzień drugiego cyklu. Wiem, że najgorsze przede mną.

Jak jest? Jest wspaniale! Znów prawie dwa tygodnie będzie kiepsko, ale jak się mają te dwa tygodnie do całego życia?

Chemia się już leje, dziad niech zdycha. Co ma być to będzie, oby do nocy…

 

 

 

1 thought on “Chemioterapia BEP – starcie drugie

  1. hEJ! 🙂
    trzymam za Ciebie mocno kciuki!
    Daj znać jak się czujesz.
    Pozdrawiam ciepło! :))

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *