Czas wrócić do żywych, jutro urodziny!

Kiedy rodzisz się na nowo

Sobota: Minęły 3 dni od wyjścia ze szpitala, z których niewiele pamiętam poza mdłościami, zmęczeniem, uczuciem metalu w ustach i stanem zawieszenia pomiędzy jawą a snem.

Rano otworzyłem oczy i nagle zdałem sobie sprawę, że żyję i czuję się dobrze! Z niedowierzaniem powstrzymałem się od podskakiwania z radości – pewnie to tylko chwilowe odczucie i zaraz chęć puszczenia pawia wszystko zweryfikuje.

Wstałem i dalej jest dobrze.

Umyłem się i nadal ok.

Po raz pierwszy od tygodnia poczułem, że chcę coś zjeść. Tak, chcę tak sam z siebie – nikt mnie do tego nie zmusza.

Poszedłem do kuchni zrobić sobie śniadanie. Im dłużej je robiłem tym bardziej czułem się głodny.

Zjadłem 6 jajek, 3 bułki i mnóstwo warzyw! Do tego napiłem się herbaty – na którą nie mogłem od jakiegoś czasu patrzeć, nie mówiąc o tym jak się czułem na sam jej zapach.

Wtedy dopiero uwierzyłem, że jednak przetrwałem to co najgorsze.

Poczułem się lepiej w najlepszym momencie. Jutro są przecież moje 31 urodziny.

Wielka radość z małych rzeczy

Po tygodniu męczarni i w obliczu następnych okropnych dni, które na ciebie czekają, cieszysz się jak dziecko z każdej małej rzeczy. Tym bardziej, że nosisz w sobie intruza i nie wiesz czy zdołasz go pokonać.

Do dziś pamiętam jaka radość we mnie wstąpiła, gdy usiadłem za kierownicą i mogłem pojechać samochodem do rodziny, aby spędzić tam moje urodziny.

Jak wspaniale jest zjeść coś normalnie ze smakiem i jak świetnie mieć jeszcze włosy na głowie!

Włosy jeszcze są, chociaż jest ich już coraz mniej

Urodziny spędziłem cudownie, mimo że jeszcze 2 dni temu myślałem, że spędzę je dogorywając w łóżku i zajadając się lekami przeciwwymiotnymi.

Kolejne dni starałem się spędzić na tyle intensywnie, na ile mogłem. Wiedziałem, że to są moje 2 tygodnie i chciałem je wykorzystać zanim znów położę się na oddział. Nie liczę tu kolejnej jednodniowej dolewki, która czekała mnie po paru dniach.

Uśmiech na twarzy, sieczka we krwi

Na tę jednodniową dolewkę miałem się zgłosić w piątek (tydzień po poprzednim wlewie).

Procedura standardowa:

Kolejka -> przyjęcie -> kolejka -> badanie krwi -> kolejka -> wywiad pielęgniarski -> czekanie -> wyniki badań -> wywiad lekarski -> czekanie -> chemia

Wszystko szło dobrze – czułem się świetnie i z uśmiechem na twarzy wszedłem do gabinetu lekarki by po badaniu i interpretacji wyników usłyszeć, że można podać chemię.

Niestety tym razem było inaczej. Zrobiło się poważnie.

„Jak się pan czuje?”

„Czuję się świetnie, mdłości ustały, apetyt jest, czego chcieć więcej…”

„Zaraz pana zbadam, najpierw sprawdzimy wyniki – widzę, że już są w systemie.”

Nastąpiła chwila ciszy, po niej westchnienie zrezygnowania…

„Ma pan ciężką neutropenię. Na pewno dobrze się pan czuje? Nie ma pan gorączki?”

„Nie, czuję się na prawdę dobrze.”

„Z takimi wynikami jest pan obarczony bardzo dużym ryzykiem wystąpienia gorączki neutropenicznej, a ta jest stanem zagrożenia życia.

Neutrofile u pana leżą totalnie, ich wartość to tylko 300/µl. Każda niepozorna infekcja, może przerodzić się w coś nie do opanowania.

Przepiszę panu zastrzyki z czynnikiem wzrostu, by pobudzić szpik do produkcji krwinek. Dostanie pan też antybiotyk o szerokim spektrum działania i leki przeciwgrzybicze. Przez następne dni nie wychodzi pan z domu i unika kontaktu z ludźmi. W razie wysokiej gorączki proszę się natychmiast zgłosić na SOR.

Zastrzyk proszę podać sobie najlepiej wieczorem. Po nim od razu proszę wziąć środki przeciwbólowe i położyć się spać. Jednym z częstych skutków ubocznych tych zastrzyków są uciążliwe bóle kości – podobne do tych przy grypie.

Chemię pan dostanie – podałabym ją panu niezależnie od wyniku. To jest terapia radykalna na wyleczenie i nie ma tu miejsca na odroczenia, tym bardziej że dzisiejszy lek – bleomycyna – nie ma wpływu na szpik kostny.

Proszę się nie stresować – zabezpieczyłam pana przed infekcjami jak tylko mogłam, więc nie powinno się wydarzyć nic złego. Jednak gdyby coś się złego działo, proszę się nie zastanawiać i zgłosić się od razu na SOR.”

Na wizytę na SOR’ze niestety długo nie musiałem czekać…

 

3 thoughts on “Czas wrócić do żywych, jutro urodziny!

  1. bardzo dobrze ze podano bleomycyne, tylko szkoda, ze granulocytow nie podano od razu po chemii. byl bys tydzien do przodu i by az tyle nie spadlo. Ten antybiotyk to bym sobie zostawil jakos na pozniej. No i jak bylo na sorze? teraz taka pogoda ze wszystcy chodza z flukiem. To na sorze mozna wiecej chorob zlapac niz by czlowiek chcial

    1. Hej
      sprawa u mnie wyglądała nieco bardziej skomplikowanie, ale nie piszę tutaj wszystkiego z aż takimi szczegółami – wtedy byłoby tych opisów pewnie 10 razy więcej 🙂 Filgrastim dostalem od razu po chemii, niestety mój organizm reaguje na niego bardzo gwałtownie. Na pierwszą dolewkę bleo przyszedłem z wynikiem WBC na poziomie 60 tyś (po 1 zastrzyku), a dalsze podanie filgrastimu przy takim poziomie leukocutów stwarzałoby ryzyko poważnych powikłań. O szczegółach możemy porozmawiać offline. Odezwę się na maila, którego użyłeś wysyłając komentarz. Chyba, że używasz innego adresu mailowego to możesz podesłać mi go korzystając z formularza kontaktowego.
      Dzięki wielkie i pozdrawiam 🙂

  2. no i wszystkiego najlepszego oczywiscie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *