Nieoczekiwane odwiedziny

Troszkę narzekania

Drugi dłuższy chemiczny pobyt w szpitalu już za mną. Z drugiego cyklu zostały mi jeszcze 2 jednodniowe dolewki bleomycyny.

Pierwsza z nich jest już w dwa dni po wyjściu ze szpitala. Czyli w momencie, kiedy trzyma mnie jeszcze chemiczny kac.

Jadę na dolewkę nie ogarniając za wiele, co się w okół mnie dzieje. Jestem strasznie wymęczony i słaby, a na dworze upał, który nie ułatwia sprawy.

Wyniki badań krwi pokazały, co dodatkowo mogło mi nakopać do tyłka – poziom leukocytów.

Wczoraj wziąłem pierwszy z zastrzyków z filgrastimu – na pobudzenie szpiku. Bierze się je po to, żeby nie dopuścić do ciężkiej neutropenii, która wystąpiła u mnie po pierwszym cyklu. No ale zastrzyk podziałał na mnie zbyt mocno i wywindował poziom leukocytów dosłownie w kosmos! A dokładniej do poziomu 60 tysięcy w jednym mikrolitrze krwi… Normalny poziom nie powinien przekraczać 10 tysięcy.

Wszystko razem poskutkowało pierwszym zjazdem jaki mnie dopadł od początku leczenia. Jednak zanim zdążyłem całkiem stracić przytomność, pielęgniarka w porę zareagowała. Dzięki Siostra, że ją zawołałaś! Ja oczywiście chojraczyłem, że nic mi nie jest.

Dostałem kroplówkę i zrobiło mi się lepiej. Lekarka dorzuciła mi także zastrzyki przeciwzakrzepowe, które mają mnie chronić przed ewentualnymi groźnymi powikłaniami przy tak wysokim poziomie leukocytów.

Dobra, koniec narzekania! Bleomycynkę mi podali, więc po dziesięciu minutach wlewu i wcześniejszych 6 godzinach oczekiwania na przyjęcie, badania i przygotowanie leku, mogę znów wrócić do domu 🙂

Odwiedziny znienacka

Po tygodniu była druga dolewka – tym razem już bez rewolucji. Trochę czasu już minęło, chemiczny kac odpuścił, a mdłości już dawno ustąpiły.

Pojechałem więc spokojnie do szpitala, poczekałem, zatankowałem i wróciłem do domu.

Zjadłem obiad – oczywiście, że ziemniaki i buraki, i położyłem się spać.

Po przebudzeniu zadzwoniłem do mamy. I tak sobie rozmawiamy przez telefon, aż tu nagle dopadł mnie:

Wstrętny pawiu! Nawet nie dałeś znać, że chcesz wpaść na wizytę! Żadnych oznak, ani przesłanek!

No to przeszedłem swój chemiczny chrzest. Trochę późno, bo po pięciu tygodniach chemioterapii, właśnie po raz pierwszy się porzygałem 😀

No ale lepiej później niż wcześniej 😛

Może ten paw mnie odwiedził, bo chciał ze mną świętować dzisiaj oficjalne zakończenie drugiego cyklu?

Z jednej strony się cieszę, że jeszcze tylko ten jeden cykl przede mną – mam nadzieję. Z drugiej strony mimo dobrego nastawiania to strasznie mi ciężko i mam momenty zwątpienia, czy dam radę jeszcze raz to wszystko przechodzić od nowa.

No nic, tydzień mój, potem kolejne starcie. Szkoda czasu na głupie przemyślenia!

 

4 thoughts on “Nieoczekiwane odwiedziny

  1. Ooo nieeee! Współczuję tych odwiedzin. 😉
    ale teraz to już z górki na pazurki! 🙂

  2. Dlaczego nie mogę u ciebie komentować? podchodzę już trzeci raz, o wielkich literach nie wspomnę.
    uwaga, start po raz czwarty!

    1. ooo, udało się!!!!!
      Kuzyna mam po raku jądra, późno zdiagnozowanym, po bleomycynie paw był jego najbliższym kolegą. Minęło 10 prawie lat jeszcze syn mu się zdarzył 🙂
      pozdrawiam.

      1. Cieszę​ się, że kuzyn zdrowy! Mam nadzieję że u mnie też tak będzie przez następne wiele lat! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *