Szpitalne kuchenne rewolucje

Nieproszony intruz w łóżku

Pobyt na sali pooperacyjnej to czekanie aż to na co patrzysz na końcu łóżka, zacznie znów należeć do ciebie – chodzi o własne stopy. Z jednej strony są one dla ciebie ciałem obcym, nad którym mimo największych chęci nie możesz zapanować. Z drugiej strony masz pełną świadomość, że jednak te stopy to część twojego ciała. W takim razie leżysz i czekasz, aż coś drgnie.

Masz tyle czasu, że wpadasz na różne pomysły, aby sprawdzić czy to już… Postanowiłem się uszczypnąć w udo, mając nadzieję, że coś poczuję.

Jakież było moje zdziwienie dotykając moje – tak, przyznam to publicznie, że się nie depiluję 😆 – owłosione, ciepłe udo. Jakie to uczucie? Wyjaśnię to może tak:

Jeśli dotykaliście czyjeś udo, które jest ciepłe i w dodatku owłosione, to właśnie tak się poczułem, oczywiście jako ten dotykający.

W pierwszej milisekundzie zdążyłem się przerazić, że nie jestem sam w tym szpitalnym łóżku i w dodatku ten ktoś ma owłosione nogi! Na szczęście szybko uniosłem kołdrę i ukazała mi się tam tylko moja włochata kończyna. Podłączony ciśnieniomierz pewnie zarejestrował, że sytuacja z chwilowo krytycznej została właśnie opanowana.

Czas płynął powoli dalej, aż w końcu sukces! Coś drgnęło! Zawołałem wiec szybko pielęgniarkę i poprosiłem o potwierdzanie moich przypuszczeń.

W końcu dostaję pozwolenie na powrót. Pielęgniarka wykonuje szybki telefon na oddział urologii, żeby zabrali delikwenta pół-kastrata i chwilę później jestem już u siebie w moim kolonijnym pokoju.

No i się zaczęło…

Wykwintna uczta z niedosytem

Trend na ostatnio bardzo modne programy kulinarne dotarł również do szpitali. Z resztą wcale się nie dziwię. Oglądasz tutaj takie programy zazwyczaj podczas zajadania się wybuchającą napęczniałym papierem toaletowym parówką.

W programach takich na początku jest syf! Potem przychodzi pani – kulinarny anioł, dar niebios i przeprowadza rewolucję. Wszyscy są niezadowoleni i zbuntowani, ale na samym końcu okazuje się, że wylane łzy przyniosły skutek.

Napawa to człowieka nadzieją, że za chwilę właśnie tutaj pojawi się ów anioł. Pewnie nie podadzą ci golonki w piwie, ale normalne zdrowe jedzenie byłoby chyba w szpitalu na miejscu. Szpitale przecież mają leczyć chorych, a nie faszerować ludzi chemią z puszki.

Jedzonko wersja „wypas”

No ale trzeba wrócić do rzeczywistości. A jest ona taka, że od wczoraj nic nie pozwolili mi zjeść, dzisiaj też nie bardzo. Niestety nie przeszkodziło to mojemu o 30 lat starszemu współlokatorowi, by zorganizować sobie kulinarny telewizyjny maraton popołudniowo-wieczorny.

Od obiadu do kolacji cały czas „jadłem”… Wspaniałe golonki, soczyste piersi kaczki z chrupiącą skórką, ravioli skrapiane toskańską oliwą. Potem jeszcze crème brûlée, mus czekoladowy i lody waniliowe z malinami na gorąco. A to wszystko popijałem ketonalem, tramalem i innymi fikuśnymi napojami wpływającymi wprost w moją żyłę.

Nie ma co narzekać, zawsze może być gorzej. Kiedy od rana do wieczora chce ci się rzygać, a na samą myśl o jedzeniu chce ci się rzygać jeszcze bardziej. No ale wszystko jeszcze przede mną…

Teraz trzeba się cieszyć, że mam apetyt i gdyby mi tylko pozwolili to bym jadł za dwóch, nawet wybuchające parówki. A ketonal jest na tyle fajny, że nic nie boli. Nie jest więc źle!

Wreszcie jest po wszystkim. Dziada się pozbyłem, a przynajmniej rozwaliłem jego główną bazę. Teraz trzeba czekać na wynik histopatologiczny. Wyrok dopiero za 3 tygodnie…

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *