Czy wypadanie włosów może zaskoczyć?

Toaleta z rana budzi lepiej niż poranna kawa

Po ośmiu godzinach wróciłem w końcu z SORu do domu. Wymęczony, ale jednak w domu. Pocieszające jest też to, że źródło bólu nie okazało się niebezpieczne, mimo że bolało jak cholera.

We wtorek byłem umówiony do swojej znajomej fryzjerki. Wyliczyłem sobie, że włosy powinny zacząć do tego czasu wypadać. Za radą lekarki postanowiłem nie zwlekać zbyt długo i zgolić głowę jak tylko zaczną się sypać.

Dziś jednak zauważyłem, że włosy jakby bardziej się sypią. Co chwycę za kosmyk to 1/3 włosów zostaje mi w palcach. Próbowałem przyspieszyć termin fryzjerki na jutro, ale niestety nie było to możliwe. No nic, może we wtorek będzie jeszcze co ścinać 😛

Zmęczony dniem, zasnąłem w mgnieniu oka i przespałem spokojnie całą noc.

Rano obudziłem się nie wiedząc jeszcze, ile mi ten dzień zaoferował atrakcji.

Jak to pewnie większość z Was rano ma, idziecie po wstaniu z łóżka do toalety – całkiem przyziemna sprawa.  Czy oczekujecie czegoś zaskakującego, wybierając się w tę codzienną podróż do WC? Myślę, że pewnie nie. A jednak można się zaskoczyć.

Po przebudzeniu też zrobiłem jak większość z Was i obrałem azymut toaletowy. Oczy zaspane, ledwo co widzę. Ale to co zobaczyłem szybko postawiło mnie na nogi, kawa była niepotrzebna.

Otóż nigdy by mi nie przyszło do głowy, że zastanę w toalecie swoje gacie pełne łoniaków! Wyglądałem jak po depilacji laserowej, a moje gacie jak podłoga w salonie fryzjerskim 😆

No może nie do końca tak – aż tyle i aż tak długich kudłów nie miałem 😛

Skoro tam wszystko wypadło to jak z moimi włosami na głowie?

Postanowiłem jak najszybciej sprawdzić ich kondycje. Chwyciłem kosmyk, pociągnąłem… Praktycznie wszystko co chwyciłem, zostało mi w palcach. Oj jak tak dalej pójdzie to jutro trwałej ondulacji u fryzjerki nie będzie 😛

Zaczekam jeszcze ciut – może jednak włosy dotrwają do jutra.

Kiedy orientujesz się, że jesz nie tylko to co sobie przygotowałeś

Poszedłem zrobić sobie śniadanie.

I tu kolejne nowe doświadczenie życiowe.

Jedząc śniadanie to zapewne spodziewacie się na swoim talerzu tego, co sobie przygotowaliście. Czyli znów mam tak samo jak Wy.

No ale żeby było ciekawie to znalazłem w swoim białym talerzu coś jeszcze. Na początku myślałem, że to jakieś robaczki, bo jadłem siedząc na słoneczku na balkonie. Powiem szczerze, że chyba wolałbym żeby były to majowe robaczki. Co może być na talerzu innego, niż jedzenie i małe żyjątka? Może być tam własna broda…

Na potwierdzenie chwyciłem jeszcze swoje policzka – w dotyku jak częściowo oskubany kurczak 😛

W jednej chwili straciłem większość swojego owłosienia, w dość zaskakujący sposób. Mam nadzieje, że to pierwszy i ostatni raz. Myślę, że takie doświadczenia, mimo że są zaskakujące i nawet ciekawe w przebiegu, to raz w życiu zdecydowanie wystarczą, a najlepiej jakby ich nikt w ogóle nie musiał przeżywać!

Włosy na głowie oczywiście, że nie dotrwały do fryzjera… Musiałem postąpić radykalnie, w innym wypadku ponoć cholernie boli skóra głowy, z relacji lekarki i innych pacjentów na onkologii.

No nic, do dzieła.

Poszedłem do łazienki, usiadłem przed lustrem, chwyciłem trymer…

Może nie jest idealnego kształtu, ale kwadratowa jak pustak też nie jest. Jest ok 😉

Ocalały tylko brwi oraz włochate dłonie i nogi.

Na kolejnym kursie chemii, który zaczynam za parę dni, będę już jak swój na oddziale 🙂

 

 

 

5 thoughts on “Czy wypadanie włosów może zaskoczyć?

  1. Super, że zdecydowałeś się opisać Swoją hitorię tak dokładnie. Będzie to wielka pomoc dla wszystkich, których czeka taka kuracja. Czytając twoją historię na pewno wielu z chorych spokojnie podejdzie do objawów ubocznych chemioterapii, co zaoszczędzi im wielu niepotrzebnych w takiej sytuacji stresów. Wiem, że trudno wtedy ci było, ale sposób przedstawiania twojej historii z pewnościa nie przeraża, a raczej pozwala ze spokojem mysleć o tym trudnym leczeniu. Czekam na kolejny wpis. Pozdrawiam.

    1. Dzięki Marcin za miłe słowa. Uświadamiają mi one, że warto. Jeśli chociaż jednej osobie się to przyda i pomoże, to ma to sens.
      Pozdro!

    2. @Marcin. Tobiasz przeżył chemię raczej ekstremalnie. Gdybym dzisiaj był przed chemią i to przeczytał to pewnie w życiu bym się nie zdecydował. Ja na szczęście jestem już po. Przeszedłem wszystko raczej gładko. Najbardziej dokuczliwe było leżenie 5 dni w szpitalu, zaparcia, upośledzenie węchu, ogólne osłabienie (choć cały czas chodziłem do pracy z przerwami 2-3 dni po szpitalu) i wyjątkowo cuchnący pot (może nie pot tylko cuchnąca skóra, której nie dało się z tego umyć). Raz straciłem przytomność po trzeciej pięciodniówce w szpitalu. Po czynniku wzrostu kości bolały mnie tylko w 5 dzień podawania i to w dodatku jakoś tak niemrawo. Co prawda czuję podskórnie, że czeka mnie kolejny EP lub TIP i mocno się zastanawiam co zrobię jak się dowiem, że to nie koniec. Ale sesja BEP z perspektywy czasu wydaje się dla mnie lekka do przejścia. Dzisiaj 4 miesiące po nie odczuwam już żadnych skutków. No może włosy odrosły prawie całkiem siwe.
      Jak ktoś jest słabszy psychicznie (jak ja) to lepiej go tutaj nie odsyłać. Ktoś się przestraszy i nie podejmie leczenia.

      1. Hej And
        pozwól, że się odniosę do kwestii, które tutaj poruszyłeś.
        Przede wszystkim celem tego bloga jest pokazanie w realny sposób, jak ja przechodziłem przez chemioterapię. Nie chcę moimi wpisami nikogo przestraszyć przed podjęciem leczenia. Wręcz przeciwnie – chcę pokazać, że mimo wielu gorszych chwil, które miałem to można to przeżyć i mieć do tego dystans. Każdy przechodzi przez chemię inaczej. Jedni ciężko, inni przechodzą przez nią bez większych skutków ubocznych i trudności. Przekaz jest jeden – chemia nie zabija. Nie należy traktować jej jako truciznę, lecz jako lek. To jedyny sposób na dzień dzisiejszy, żeby pozbyć się tego paskudztwa, jakim jest rak, szczególnie w stadium rozsianym.
        Nie powiedziałbym, że chemię przeżyłem ekstremalnie. Na pewno nie było lekko i nie należę do tych szczęśliwców, którzy nie odczuli jej za bardzo. Ale też oprócz gorszych momentów nie miałem na szczęście wszystkich możliwych skutków ubocznych, z czego się niezmiernie cieszę. Wiadomo, że nie jest to lekkie leczenie, ale jest do przejścia. Dzięki niemu żyjemy! Chociaż przyznam szczerze, że nie chciałbym nigdy więcej przez to przechodzić.
        A jeśli chodzi o TIPa – spróbuj nie stresować się na zapas. Kontrole są niezwykle ważne i pozwalają szybko zareagować, gdyby się coś złego działo. Ale nie pozwól by nad Twoim życiem zapanował strach przed nawrotem. Bo sam strach spowoduje, że nie będziesz mógł cieszyć się życiem, mimo zdrowia fizycznego.
        Daliśmy skorupiakowi popalić i nie dajmy mu satysfakcji, żeby dalej nad nami panował 😉
        Pozdro
        Tobiasz

  2. Z całą pewnością Jest to lektura obowiązkowa dla wszystkich, których czeka chemioterapia, nie tylko związana z nowotworem jądra. Jednak chłopaków i ich partnerKi z RJ zawsze będę ODSYŁAŁ do twojej strony. Jasno, uczciwie i zrozumiale przedstawione „perypetie” w czasie walki o zdrowie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *