Kontrola onkologiczna – czyli piknik pod palmą

Wielka wyprawa

Trochę czasu upłynęło od ostatniego wpisu i wypadałoby dać Wam znać, co u mnie słychać.

Ostatnio kiblowałem na onkologii na kolejnej już kontroli. Korzystając z chwili czasu, postanowiłem trochę uaktualnić wątek, wrzucić nową fotę – już z włosami i co nie co o sobie i swoich spostrzeżeniach napisać. A czasu na pisanie miałem dużo, gdyż wokół panowała gęsta atmosfera przepychanek kolejkowych 😉

Już z włosami 🙂

Zanim jednak zgłębię temat przepychanek, to zacznę od początku.

Na onkologię jadę jak zwykle około godziny 8.30. Przed wyjściem odprawiam taki swój poranny rytuał przedkontrolny. Na czym on polega?

Otóż wiadomo, że mój oddział onkologii znajduje się po drugiej stronie globu – a dokładnie w odległości 5-7 minut jazdy samochodem, więc przygotowuję odpowiednią wyprawkę. W mojej głowie znajduje się już swego rodzaju check lista z wszystkimi zadaniami, które muszę wykonać krok po kroku.

  1. Przezwyciężenie grawitacji łóżkowej.
  2. Ogarnięcie się.
  3. Włączenie czajnika, w celu zalania wrzątkiem kubka termicznego.
  4. Śniadanie – to na teraz.
  5. Śniadanie – to na potem. Zawinąć i spakować do torby.
  6. Kawa do kubka termicznego.
  7. Batonik lub babeczka do kawy, w razie gdybym zamiast czterech godzin musiał siedzieć osiem.
  8. Spakować teczuszkę z wynikami – wersja demo, okrojona. Wersja dokumentacji medycznej na pełnej licencji nadaje się jedynie do ciężkiego transportu 😀
  9. Sprawdzić czy punkty 5-8 znajdują się w torbie.
  10. Jeśli tak, to jedziemy.

Po przyjściu na onkologię należy się zapytać, kto jest ostatni w kolejce. Mimo, że siedzą może z pięćdziesiąt trzy osoby to odpowiedź na to pytanie uzyskuje się już w momencie mówienia. System kolejkowy idealny.

Myślicie sobie, że pewnie jestem wkurzony, że mam tyle osób przed sobą? Otóż wcale nie. Raczej wkurzyłbym się, gdybym nagle miał wejść od razu. No bo co bym zrobił wtedy z moją kawą, bułką z pomidorem i babeczką? 😀

Czekanie w kolejce jest o niebo prostsze, jeśli z góry się nastawisz, że będziesz czekać. Zamiast się denerwować, traktuję kontrolę jako mój regularny piknik na onkologii. Może kocyka sobie nie rozłożę, ale za to staram się zawsze usiąść pod palmą znajdującą się w rogu korytarza. Takie tam moje onkologiczne kanary 😀

Pan tu nie stał!

Wszystko idzie gładko, piknik pełną parą. Aż tu nagle wychodzi z gabinetu pani sekretarka Baśka, groźnie obwieszczając odkrytą właśnie zbrodnię:

Co tu się dzieje? Chciałam poinformować, że przyjmowani będą tylko pacjenci, którzy się wcześniej zarejestrowali. Pacjenci, którzy nie są zarejestrowani, przyjmowani będą na samym końcu, jeśli będzie na to czas. Oto lista osób zarejestrowanych na dziś…”

No i się zaczęło.

Najpierw wszechobecna panika. Zaburzenie światowego ładu. Dało się odczuć wyodrębnienie dwóch grup społecznych: “Zarejestrowani” i  “Ci na waleta”.

Większość “Tych na waleta” od razu umilkła. Chociaż znalazły się jednostki, które nie kryły swego oburzenia, że wejdą ostatnie mimo, iż kiblują od szóstej.

“Zarejestrowani”, a szczególnie jednostki, których grawitacja trochę dłużej przytrzymała w łóżkach, od razu dostali energetycznego kopa.

Było to widać po pani w zielonym berecie, która nagle nabrała sił i przejęła inicjatywę. Zielony Beret szybko przeprowadził odpowiednie analizy, w celu upublicznienia przynależności do odpowiedniej grupy społecznej wszystkich zgromadzonych, czekających do kontroli onkologicznej.

Po jasnym i głośnym ogłoszeniu ów przynależności, Zielony Beret przystąpił to ustalenia kolejności wejść:

Pani jest za panem, który przyszedł za tamtą panią przed tym panem w zielonej bluzie.

Czy to mój mózg po chemii jest tak wyjarany i nie ogarnia tego? No nic, czekam sobie cierpliwie, nie będę mojego chemicznego mózgu niepotrzebnie denerwować. Ważne, że zostałem przypisany do poprawnej grupy.

Czas płynął sobie powoli, a ład po interwencjach Zielonego Beretu z powrotem nastał.

Po kilku godzinach, kanapce, kawie i babeczce przyszła kolej i na mnie. Wchodzę do środka, moja uśmiechnięta jak zwykle lekarka bada mnie, przegląda papiery, a Pani Basia wystawia odpowiednie skierowania.

Panie Tobiaszu, gratulacje – wszystko jest w porządku. Przyjdzie Pan na następną kontrolę w marcu. W lutym proszę wykonać tomografię jamy brzusznej i miednicy małej oraz oznaczyć markery.

Mój onkologiczny piknik właśnie się zakończył. Następny będzie już wiosną. Nie mogę się doczekać… oczywiście, że wiosny! 🙂

 

 

 

15 thoughts on “Kontrola onkologiczna – czyli piknik pod palmą

  1. Tak się cieszę! 🙂
    Bardzo się cieszę! :)))
    Pozdrawiam ciepło

  2. Hej! My kontrole mamy 13marca. Napewno wszystko będzie w porządku 🙂 glupi to dziad był a jednak do pokonania 🙂 w was facetach sila, moj maz tez dzielny tak jak i TY:) oby dalej sukcesow i zdrowia!

    1. @Majka
      dzięki. Mam nadzieję, że na kontroli u Was było wszystko OK!
      Daj znać.
      Pozdrawiam

  3. Bardzo się cieszę, chociaż byłam i jestem pewna, że wszystko związane z onko już poza toba.

    1. 🙂 dziękuję

  4. O dziwo u mnie na Kamieńskiego akurat onkolog jest dobrze zorganizowany.
    Urologia czy ortopedia wygląda tak samo jak opisujesz, ale onkologia jest jakąś ciekawą wyspą ładu i porządku. Umawiam się, przychodzę na godzinę, daję dowód pielęgniarce, ona każe mi usiąść przed wyznaczonym pokojem i już po kilku minutach w warunkach prawie bezkolejkowych zostaję wyczytany.
    A już piętro wyżej na urologii walka o przetrwanie i czekanie po kilka godzin.

    1. Hej,
      myślę, że to nie kwestia złej organizacji samego lekarza, a raczej realia naszej służby zdrowia. Moja lekarka jest tam zastępcą ordynatora i cały czas jest wzywana to na inny oddział do nagłych przypadków, to w jakiś innych sprawach i za bardzo nie można umówić pacjentów na konkretne godziny – i tak wszystko by się rozsypało.
      A to, że na Kamieńskiego nie masz kolejek tylko wyznaczoną konkretną godzinę to tylko się cieszyć 🙂 to chyba nie jest za częsty obraz w polskich szpitalach, niestety.
      Pozdrawiam

  5. Hej Tobiasz ja we wtorek 17 kwietnia 2018 roku zaczynam swoją przygodę z chemią BEP wierzę że też zduszę mojego skorupiaka

    1. Hej Leon
      w takim razie trzymam mocno za Ciebie kciuki! Życzę Ci jak najlżejszego przejścia przez leczenie. Ile cykli masz zaplanowane?
      Jesli masz jakieś pytania lub mógłbym jakoś pomóc to śmiało możesz napisać do mnie bezpośrednio używając formularza kontaktowego:
      http://www.rakzjajem.pl/kontakt/

      Zachęcam też do odwiedzenia forum poświęconemu tematyce raka jądra. Znajdziesz tam wiele cennych informacji:
      http://www.rjforum.pl

      Pozdrawiam i daj znać!
      Tobiasz

  6. 3 do 4 cykli bep
    Pierwsze markery przed operacja
    B-hcg 9 mlu/nl. Afp 1.2u/ml . Dehydrinaza mleczanowa w surowicy 132 iu/ml.
    Tydzień temu markery
    DEHYDRINAZA MLECZANOWA W surowicy 79
    B-hcg 1 miu/ml . AFP 2 u/ml
    Tk klatki piersiowej czyste
    Tk jamy brzusznej powiększone 3 węzły chłonne 14×14 22×15 18X15
    Chistopat carcinoma embryonale obok raka naciekajacego ogniska raka ośrodkowego wewnatrztubularnego . Nowotwór nacieka drobne naczynia żylne i chłonne oraz sieć jądra. Utkanie raka nie przekracza osłonki białawej. Naciekania najadrza nie ma. Linia ciecia chirurgicznego i wycinek z czesci srodkowej podwrózka nasiennego wolne od nowotworu.
    Pani onkolog na ta chwilę sklasyfikowała to tak rokowanie dobre
    Pt2n2mo s1 II
    Mimo tego mam pełne gacie

  7. Małe popraweczki tel mi swuruje

    ogniska raka zsrodkowego wewnatrztubularnego

    Pt2n2mo s1 bII

    1. Hej,
      wnioskując po wynikach badań to w Twoim przypadku 3 cykle BEP. Ani mniej ani więcej! Chyba, że Twoja lekarka mówiąc o 4 cyklach miała na myśli 4xEP. EP jest zamienny do BEPow, ale wtedy podaje się jeden cykl więcej.
      Sytuacja nie jest zla i masz ogromne szanse na pełne zdrowie!
      Trzymam mocno kciuki
      Pozdrawiam
      Tobiasz

  8. Hej,

    Pozdrawiam i gratuluję dotychczasowego przebiegu leczenia! Prowadzenie tej storny to wspaniały gest.

    Przy okazji głośno wołam:

    * do wszystkich, którzy wymacali coś na jajku, a jeszcze nie odwiedzili lekarza. NIE WARTO CZEKAĆ i nie ma czego się bać.
    * do wszystkich, którzy jeszcze nie macali w tym miesiącu. Czas pomacać!

    Mój przypadek na zachętę:

    Mam 31 lat, 180cm, 80kg. Trochę biegam. Jem co popadnie, ale pilnuję wagi. Lubię wypić.

    W piątek wieczorem wymacałem przy kąpieli – jakby część jednego jądra była twardsza niż reszta i trochę nierówna.
    W sobotę rano zapłaciłem 120zł za USG jąder – badanie 5 min, wynik natychmiastowy: guz lity, unaczyniony…
    W sobotę w południe na spokojnie podjechałem z wynikiem na SOR, dostałem skierowanie do szpitala.
    Reszta weekendu to trochę lektury (w tym rakzjajem.pl 🙂 ), grill etc.
    W poniedziałek rano oddział urologiczny, umówienie się na zabieg i skierowanie na badanie krwi.
    We wtorek rano badanie krwi, wyniki odbieram po południu bez wielkiego stresu, (nie zwlekałem, nie dałem ‘dziadowi’ szansy się rozwinąć!!). Markery ujemne, brak odchyleń w morfologii
    W czwartek rano przyjęcie na oddział urologiczny – poza krótką konsultacją anestezjologiczną nic się nie dzieje.
    W piątek rano zabieg. Zabieg to 30-45 min. Przespałem w całości ;). Pobudka ok 12, rana pooperacyjna na brzuchu trochę przeszkadza, ale w sumie nie jest tak źle. Gorzej się czułem przy zapaleniu oskrzeli pół roku temu. Wieczorem już pełna samodzielność.
    Sobota rano wypis. Sam prowadziłem auto do domu. Mimo protestów rodziny umyłem kostkę przed domem myjką ciśnieniową.

    W ciągu dwóch tygodni od zabiegu zrobiłem tomografię i odebrałem wyniki histopatologii. TK czyste, w histopatologii NIENASIENIAK (70% nasieniak, 20% rak zarodkowy, 10% potworniak) pT2NxR0. Z wynikami udałem się do urologa, dostałem skierowanie na onkologię. Onkolog daje mi wybór między aktywną obserwacją (częstymi badaniami przez jakiś czas), a jednym kursem BEP. Na decyzję po uzgodnieniu z onkologiem dałem sobie aż trzy tygodnie. Wyjaśniam: teraz już mogę poczekać tyle czasu, bo jestem po zabiegu i nie mam nic niepokojącego w TK. Decyzja jest ważna i mam zamiar podjąć ją po urlopie. Obecnie jestem właśnie w tym punkcie. Dawno zapomniałem o zabiegu. Jeżdżę na rowerze, pływam, etc. normalna aktywność ..łóżkowa – zresztą to akurat było wyłączone tylko na kilka dni.

    Podsumowując:

    Zupełnie inaczej wyobrażałem sobie chorobę nowotworową. Okazuje się, że to nic strasznego, O ILE REAGUJEMY SZYBKO. Owszem, samo odkrycie guzka na jajku to lekki szok. Jednak, przynajmniej w tym typie nowotworu nie wywraca to życia do góry nogami.
    Przypadki ze złym zakończeniem, o których czytałem, zawsze wiązały się z zatajeniem objawów.

    W moim przypadku odkrycie guzka na koniec marca nie popsuło planów urlopowych na początek maja. Co więcej, czuję się silniejszy (nie tylko fizycznie) niż byłem przed chorobą.

    Pozdrawiam wszystkich i życzę zdrowia. Zwlekającym życzę odwagi. Tym którzy zwlekali życzę siły!

  9. Dzień dobry! Przeczytałam świetny, uderzający reportaż na onet.pl o was, walczących. Dużo ciepła wam przysyłam, jesteście silni nawet gdy czujecie się słabi.

    1. Hej Aga,

      dzięki wielkie za miłe i budujące słowa.
      Mam nadzieję, że pomoże to podnieść świadomość i doda odwagi chłopakom do badania się i wizyty u lekarza.

      pozdrawiam
      Tobiasz 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *