Orchidektomia z falstartem

Coś dla fanów mody i plażowych trendów

Dla tych, którzy zastanawiają się co to takiego ta miło kojarząca się nazwa „orchidektomia”, postaram się wytłumaczyć wyczerpująco. Otóż nazwa ta nie ma nic wspólnego z pięknymi storczykami – orchidektomia to po prostu miła nazwa na usuniecie jajka 😆
Można tę czynność nazywać też hemikastracją, ale jakoś wolę mówić, że jestem po orchidektomii niż po hemikastracji.

Też uważacie, że tak milej?

Noc jakoś przespałem. Pewnie dzięki moim wspaniałym małym okruszkom psychotropowym. Około 5.00, a może 5.30, w momencie kiedy oczywiście najlepiej ci się śpi, ktoś cię szturcha i słyszysz:

„Pobuuudka”

Hmm…, nawet na koloniach nie budzą cię o 5.30!

Otwierasz oczy, a to pani pielęgniarka przyszła powiadomić cię, że już czas. Myślę sobie, jak to przecież miałem mieć operację dopiero o 8.00?

Pielęgniarka poucza, że za 30 minut przyjdzie i mam już być umyty i „ubrany”.

Ale zaraz… Mam na operację jechać w ubraniu?

„Ubranie na operację leży obok pana.”

No i teraz widzę. Mała niebieska kosteczka leżąca na niebieskiej pościeli.

Pani pielęgniarka rozkłada ów kosteczkę, która przeradza się w coś w rodzaju kwadratowej niebieskiej szmatki z krótkim rękawem, opatrzonej sznureczkami.

I teraz hit:

„Zakładać proszę w taki sposób, by związać sznurki z przodu.”

Wizualnie może nie będę przedstawiać, jaki jest efekt końcowy tej szpitalnej mody. W skrócie plecy zasłonięte, brzuch i klejnoty na wierzchu.

Może to po to, żeby mi po nerkach nie wiało???

Jakaś idea w tym musi być…

Jeśli chodzi o mnie, to o wiele wygodniej byłoby mi w ubraniu, które jest powszechne na plaży w Chałupach – przynajmniej by mnie nic nie gniotło leżąc kilkanaście godzin w jednej pozycji po operacji, a efekt okrycia na podobnym poziomie.

Mój wakacyjny pokój

No to zaczynamy…

Trzymając się wytycznych, po 30 minutach leżę już grzecznie w swojej smerfowej szmatce z krótkim rękawkiem i czekam na kontrolę jakości.

Jak się okazało, nawet dobrze zrozumiałem instrukcję umycia i ubrania się.

Pielęgniarka podeszła bliżej, wyjęła z kieszeni kawałek zawiniętej gazy – w środku pół żółtej tabletki.

„Pan się kładzie, pan połyka tę tabletkę i będzie pan teraz spał.”

Od tego momentu czas płynie inaczej. Spać – nie spałem, zamiast tego chodziłem po zielonej łące i liczyłem przebiegające przede mną sarenki. Jak na środek dnia i rozległą łąkę to było ich całkiem sporo!

Co jakiś czas z łąki wracałem do swojego szpitalnego łóżka, by opowiedzieć siostrze, która w międzyczasie przyszła, jakie te sarenki są fajne!

Niestety nadeszła już pora, by jechać na salę operacyjną.

Jedyne co z tej podróży dobrze pamiętam to biały sufit składający się z dużych kwadratów. Oczywiście, jadąc na operację nie przychodzi ci nic ważniejszego do głowy, niż liczenie mknących po suficie geometrycznych figur. Naliczyłem ich co najmniej kilkadziesiąt.

Pierwszy przystanek jest już na bloku operacyjnym, jeszcze przed wejściem na salę. Tu kilka osób przekłada mnie na nosze.

Transportują mnie już na sale i przekładają na stół. Na stole operacyjnym pielęgniarki robią wkłucie, zakładają wenflon i podłączają pełno dziwnych kabelków.

Myślę sobie: Tobiasz to właśnie ten moment, kiedy wszystko się zaczyna…

…Nic bardziej mylnego! Całą przedoperacyjną sielankę przerywa pani, która właśnie wkracza na salę, głośno obwieszczając:

„Zabierać pacjenta z powrotem. Żadnych operacji na razie nie będzie! Mieliśmy testy zasilania awaryjnego i nie działają po nich pompy podciśnienia. Wszystkie operacje odroczone do odwołania!”

No pięknie…

Ze stołu na nosze, z noszy na łóżko i jedziemy z powrotem na salę. Z ciekawości swojego szczęścia pytam się pielęgniarki podczas podróży powrotnej ile razy wcześniej taka sytuacja się wydarzyła?

„Proszę pana, od kiedy tu pracuję, a pracuję od początku, jest to pierwszy raz”.

Ciekawe dlaczego nie wygrywam w totka?

Kwadraty znów przelatują nade mną, a siostra podbiega do mnie jeszcze w korytarzu i pyta:

To już? Tak szybko?

Heloooł!!! Nie wpadłaś na to, że na operację jeździ się dwa razy?

Leżę więc z powrotem na sali i czekam, na podejście numer dwa…

 

 

 

2 thoughts on “Orchidektomia z falstartem

  1. Tobiasz! Jesteś zaje**sty!

    1. A bardzo dziękuję 🙂 Warto jest w takich momentach szukać pozytywów – pomagało mi to wtedy bardzo i nadal pomaga.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *